Czekałyśmy, czekałyśmy... I doczekałyśmy się!
Rano wpadłam do S. z ciężkim bagażem: lokówki, kosmetyki, sukienka...
Aby nie stracić sił zbyt szybko, postanowiłyśmy się posilić pożywnymi i piekielnie smacznymi Karmelovmilovymi!
Tak, to najlepsze wafle z karmelem ( holenerskie) , które rozkosznie rozpływają się w ustach... Znajdziecie te cudeńka w Adliku!
Przez wyczerpujące rozważania na temat " Dobrze, ale chodzi mi bardziej o fale, a nie o loki" ubyło nam trochę kalorii. Trzeba je było nadrobić.
Cóż. Nutella, Syrop Klonowy i powidła porzeczkowe to nasi sprzymierzeńcy w tej kwestii.
Nutella i spólka czekały na gofry opalające się w sprawnym tosterze Sophie.
Nie. Niestety nie mogłyśmy zostać w domu i jeśćjeśćjeść. Trzeba było w końcu wstać i wykonać mnóstwo czynności wymgających sporych nakładów energii... No włosy się same nie zakręcą...
A oto S. na chwilę przed wyjściem z domu! Przyznajcie: pięknie!
Już w szkole. Przy szafkach. Ukochanych szafkach, w których jest wszystko! Od starych książek z pierwszej klasy po bliety, dziesięć par butów, czy zapasy słodyczy....
Dzikie tańce, sesje przy taksówkach prawie z NY, jedzienie wyśmienitej pizzy z "Grubego Benka", śmiech, seksistowskie żarty czyli tzw. "inne" poczucie humoru, widoczne majtki dziewczyn ( tak, tak obcisłe, półprzezroczyste kiecki). Praktycznie ostatnie zdjęcia. Reszta jest niecenzuralna!
W sumie pierwsze wspólne zdjęcie :)
Na dokładkę:
Oto M. w stylu hiszpańsko-rozważnie-rhomantycznym. Gdybym nie dodała tego zdjęcia, obawiam się, że moje zdrowie psychiczne mogłoby zostać naruszone. Jest czarujące!
J.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz