sobota, 16 czerwca 2012

Friday, Friday!

Zakończenie roku. Ostatni "roboczy" piątek.
"Trzeba to oblać"- jednomyślne, jak zawsze, postanowiłyśmy pójść do krainy rozpusty, zwanej także "Pizza Hut"...

Na stole leżał blankiet z ofertą: Hut Lunch za 15 zł w 15 minut. Nie myśląc wiele, złożyłyśmy zamówienie.


Fantastyczne kremy w towarzystwie pieczywa czosnkowego przyszły w mgnieniu oka!




Następnie przyszedł czas na Bar Sałatkowy. Podziwiam ludzi, którzy mają tak silną wolę, że pochodzą do niego tylko raz. Przypuszczamy, że dla nas to niemożliwe. Mamy nawet ustalone tempo: Pięć podejść na godzinę.


Zmęczone siedzeniem i jedzeniem :), wybrałyśmy się na spacer -w celu spalenia dwóch nachosów- po galerii i ze smutkiem stwierdziłyśmy, że ciuchów jest wiele, ale ubrań mało.

+ na pocieszenie S. ma dodatkowe trzy T-shirty, a ja naszyjnik na komers, z którego relacja-wkrótce!

Pozdrawiamy!
Miłego weekendu!



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz