środa, 25 lipca 2012

Then she smiled, he got wild


 Dzień Dobry! Dobry Wieczór!



      Po prawie trzech tygodniach mojej nieobecności- ciałem, duchem  zmotywowałam się i postanowiłam w końcu dodać posta. Uwierzcie, było kosmicznie ciężko...

   Sophie w poprzednim poście opowiedziała Wam o naszych wojażach...Teraz moja kolej, by trochę poprzynudzać- tym razem o sesjach.

Zazwyczaj to ja stoję za aparatem, dbam o fryzurę, makijaż itp.
Tym razem role się odwróciły. Moja nieoceniona Aga -której portrety zaprezentuję w następnym poście- przejęła ster. Oto efekty.

Mam nadzieję, że w pewnym maleńkim stopniu podołałam. Profeszonal modelką nie zostanę- na pewno!-, ale warto czasami zaszaleć i dać się ponieść fantazji...




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz